|
|
WERNYHORA
Z RAJBROTU.
W grudniu 1914
roku do Rajbrotu po wyczerpującej i krwawej bitwie pod Łowczówkiem
przyjechali Beliniacy – kawaleria I pułku Legionów. Jak
pisze w swoich wspomnieniach jeden z najsłynniejszych współpracowników
Józefa Piłsudskiego – Bolesław Wieniawa -
Długoszowski: „Nam, kawalerzystom, przypadł w
udziale rozkoszny postój w Rajbrocie, w uroczej podgórskiej
wsi, głośnej
w okolicy fabryką śliwowicy i urodą jej dziewcząt.
Zaraz po przybyciu na kwatery zabraliśmy się do przygotowań,
by zepsute święta Bożego Narodzenia powetować sobie z
nadsypką godnym pożegnaniem starego i przywitaniem Nowego
Roku.
Ubiegając
inne oddziały, Belina pospieszył się
z zaproszeniem Komendanta Piłsudskiego wraz ze sztabem do nas ,
ułanów na wieczór sylwestrowy. Nie odmówił nam tego honoru
Komendant”.
Wieczór
sylwestrowy spędzono w budynku szkolnym – i tutaj oddając
głos Wieniawie:
„zacząłem moją mowę od tłumaczenia, dlaczego to twórcę
Legionów, wskrzesiciela wojska polskiego nazywamy obywatelem
Komendantem, nazwą tą podkreślając niezmiernie rzadkie w
jednym człowieku połączenie cnót, zalet i wartości wodza z
jednej, obywatela zaś z drugiej strony. Wspomniałem później,
jak to w historii naszych walk o niepodległość, przed stu
laty z górą, mieliśmy już męża
jednoczącego w sobie te cnoty. Był nim Tadeusz Kościuszko,
ongiś również jak nasz Komendant przez najciemniejsze
elementy ówczesnej Polski namiętnie zwalczany, którego żywa
część narodu i wojska pod jego rozkazami walczące nazwały
swoim Naczelnikiem. W imieniu tedy Kawalerii życzyłem
Komendantowi, by Nowy Rok, przynosząc spełnienie naszych
nadziei, cały naród pod jego, jako Naczelnika, rozkazami
zespolił i dał naszej ojczyźnie nad wszystkimi wrogami
ostateczne zwycięstwo.
Ten mój toast sprawił, że
znacznie później, bo w 1919 roku, kiedy Komendant został
Naczelnikiem Państwa, dawni moi koledzy z I pułku ułanów
legionowych oraz nowi z Adiutantury generalnej nazwali mnie
„Wernyhorą z Rajbrotu”.
Bolesław Wieniawa Długoszowski
- polski generał, dyplomata i formalnie przez 1 dzień
prezydent RP. Był osobistym adiutantem Józefa Piłsudskiego.
Był jedną z najbarwniejszych
ale i najtragiczniejszych postaci II RP, znany ze swego umiłowania
do kobiet, koni i hucznej zabawy, czym zaskarbiał sobie
niecodzienną sympatię jednych, i nie zawsze skrywaną złość
innych.. Znany poeta, doktor medycyny, generał brygady
znakomity tłumacz (m. in. Charlesa Baudelaire'a), poeta
a także dziennikarz. Autor wielu popularnych powiedzonek,
cytowanych potem szeroko w całym kraju. W latach 1926-1930 dowódca1
pułku szwoleżerów
w Warszawie. 1930-1932 dowódca 1 Brygady Kawalerii w Warszawie i p.o.
dowódcy 2 Dywizji Kawalerii w Warszawie (w zastępstwie generała
Gustawa Orlicz-Dreszera). 1932 r. awans na generała brygady i
dowódcę 2 Dywizji Kawalerii (już bez p.o.). Plotka głosiła,
iż wówczas Wieniawa zamówił bilety wizytowe o treści: "Generał Wieniawa - Długoszowski, były
pułkownik". 2 Dywizją Kawalerii dowodził do 14 maja 1938
roku kiedy to odszedł definitywnie ze służby czynnej. Od roku
1938do 1940 pełnił odpowiedzialną funkcję ambasadora RP w
Rzymie. Od 25 do 26 września 1939r. był formalnie prezydentem
RP. Jednakże na skutek weta Francji wobec jego nominacji, ustąpił,
a prezydent Ignacy Mościcki desygnował na stanowisko swego
następcy Władysława Raczkiewicza.. Wieniawa nadal piastował
stanowisko ambasadora i pomimo zmiany rządu, który składał
się z jego dotychczasowych przeciwników politycznych, pozostał
lojalny nowym władzom.
Jako ambasador roztoczył opiekę nad uchodźcami, podjął też,
choć bez powodzenia, interwencję u Ciano w sprawie uwięzionych
profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tego ostatniego zdołał
pozyskać, a przez niego przekonać włoski Sztab Generalny, do
zgody
na tranzyt
internowanych polskich żołnierzy przez Włochy (które były
najbliższym sojusznikiem Niemiec w Europie!) do tworzonej we
Francji armii polskiej. Tranzyt udało się utrzymać aż przez
pół roku, a ponadto żołnierze polscy byli przewożeni na
koszt rządu włoskiego. Przez ambasadę polską we Włoszech
organizowano także pomoc materialną
dla przebywających w obozach jeńców. Po wybuchu wojny między
Francją i Włochami oraz upadku Francji wyjeżdża do Stanów
Zjednoczonych. Tam zajmował się introligatorstwem artystycznym
oraz prowadzeniem odczytów w kołach polonijnych. Nie mogąc się
pogodzić
z bezczynnością na jaką został skazany w tak trudnych dla
Ojczyzny chwilach, próbował wstąpić do tworzonego na obczyźnie
Wojska Polskiego, lecz wielokrotne listy w tej sprawie do
Sikorskiego nie przyniosły wymiernych rezultatów. W końcu
został skierowany
na stanowisko ambasadora na Kubie, którą to funkcję, mimo świadomości
jej błahej roli, przyjął. To i późniejszy zawarty przez
Sikorskiego układ polsko radziecki doprowadziło
do potępienia Wieniawy przez większość piłsudczyków.
W dniu 1 lipca 1942 r. o godzinie
9 rano Bolesław Wieniawa - Długoszowski popełnił samobójstwo
skacząc z górnego tarasu domu w którym mieszkał. Zmarł w
drodze do szpitala. Pogrzeb odbył się 3 lipca
na nowojorskim cmentarzu Calvary, a przemówienie wygłosił
miedzy innymi ambasador Jan Ciechowski. Nad grobem odśpiewano
"Pierwszą Brygadę" i "Śpij kolego w ciemnym
grobie". W 1990 r. prochy Wieniawy przeniesiono na Cmentarz
Rakowicki w Krakowie.
Kazimierz Wierzyński
NA ŚMIERĆ WIENIAWY
Noc wlecze się niejasna i gubi się droga,
Jakże trudna śród ludzi i jak wobec Boga.
Noc dłuży się i widma się schodzą na jawie:
Spaliły się królewskie komnaty w Warszawie.
Noc jest pełna zamętu, rozpaczy i swarów,
Jeden cień się nie rozwiał, przystał do sztandarów
Jeden cień, co był żywy, na wojnę wiódł sławną,
Na Kielce i na Wilno. Ach, jakże to dawno!
Jak przebić się w tę młodość, jak wrócić po swoje,
Gnać przez błonia, w tornistrze układać naboje!
Pieśni śpiewać i znowu się w bitwie meldować,
Ciemna nocy, jak iść tam? Odpowiedz i prowadź.
Huczy zamęt. To wojna. Zajęczał rykoszet.
Ludzie giną. Spakował tornister i poszedł.
Nie, powiodła go pylna śród wierzb srebrnych droga,
Ciemno było dla ludzi, lecz jasno dla Boga.
Wybrał ziemię nie naszą i brzozę nie swojską,
Obcy cmentarz i obce żegnało go wojsko.
Lecz on jaśniał, szedł w młodość, powracał po swoje,
Ktoś po salwie podnosił z murawy naboje.
Wiersze Wieniawy
Bolesław Wieniawa - Długoszowski
UŁAŃSKA JESIEŃ
Przeżyłem moją wiosnę szumnie i bogato
Dla własnej przyjemności, a durniom na złość,
W skwarze pocałunków ubiegło mi lato
I szczerze powiedziawszy - mam wszystkiego dość...
Ustrojona w purpurę, bogata od złota
Nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras,
Jak pod szminką i pudrem starsza już kokota,
Na którą młodym chłopcem nabrałem się raz.
A przeto jestem gotów, kiedy chłodną nocą
Zapuka do mych okien zwiędły klonu liść,
Nie zapytam o nic, dlaczego i po co,
Lecz zrozumiem, że mówi: "no, czas bracie iść".
Nie żałuję niczego, odejdę spokojnie,
Bom z drogi mych przeznaczeń nie schodząc na cal
Żył z wojną jak z kochanką, z kochankami - w wojnie
A przeto i miłości nie będzie mi żal...
Bo miłość jest jak karczma w niedostępnym borze,
Do której dawno nie zachodził nikt,
Gdzie wędrowiec wygodne znajdzie czasem łoże,
Ale - własny ze sobą musi przynieść wikt.
A śmierci się nie boję - bo mi śmierć nie dziwna
Nie siałem na nią Bogu nigdy nudnych skarg
Więc kiedy z śmieszną kosą stanie przy mnie sztywna
W dwu słowach zakończymy nasz ostatni targ.
W takt skocznej kul muzyki, jak w tańcu pod rękę
Włóczyłem się ze śmiercią całkiem, za pan brat"
Zdrową głowę wsadzałem jej czasem w paszczękę,
Jak pogromca tygrysom, którym wolę skradł.
A potem mnie wysoko złożą na lawecie
Za trumną stanie biedny sierota mój koń
I wy mnie szwoleżerzy do grobu zniesiecie
A piechota w paradzie sprezentuje broń.
Do karnego raportu przed niebieskie sądy
Duch mój galopem z lewej, duchem będzie rwał,
Jak w steeplu przez eteru przeźroczyste prądy
Biorąc w tempie przeszkody z planetarnych ciał.
Ja wiem, że mi tam w niebie z karku łba nie zedrą,
Trochę się na mój widok skrzywi Święty Duch,
Lecz się tam za mną wstawią Olbromski i Cedro,
Bom był jak prawy ułan: lampart, ale zuch.
Może mnie wreszcie wsadzą w czyścu na odwachu
By aresztem... o wodzie spłacić grzechów kwit,
Ale myślę, że wszystko skończy się na strachu
A stchórzyć raz - przed Bogiem - to przecie nie wstyd.
Lecz gdyby mi kazały wyroki ponure
Na ziemi się meldować, by drugi raz żyć
Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,
Po dawnemu... wojować... kochać się... i pić.
Bolesław Wieniawa - Długoszowski
SZWOLEŻERSKI SPLEEN
Bo trzeba nas zrozumieć, mnie i mój niepokój
Jak się we dwójkę rwiemy do rzeczy niezwykłych,
Do zjawisk, które zanim powstały, już znikły,
A i serce - przepraszam - także na coś czeka,
Jak serce szewca, krawca, prostego człowieka
I ma prawo prywatne szczęście mieć na oku.
Czy dziw, że nam publiczność w kawiarniach obrzydła,
Czy to dziwota wielka, albo wielka wina,
Że nie starczą nam radio i dźwiękowe kina?
A jeśli każdy burżuj chce porastać w pierze
Mogę i ja, choć jestem rzetelny szwoleżer,
Tęsknić, aby mój kasztan porósł nagle w skrzydła.
A wówczas, wyczekawszy na pierwszą okazję
Przy zorzy księżycowej, albo ranem złotem
Ponad chmury wyskoczyć takim samolotem
I z wichrem planetarnym puściwszy się w taniec
Gonić na koniec świata, dalej - na złud koniec,
Swą własną zwariowaną ścigając fantazję.
| |